O co chodzi z tym Miracle Morning?

Fryderyk Karzełek a Miracle Morning

Ciągle jeszcze pamiętam sobotnie poranki, kiedy budziłam się koło siódmej. Z przyjemnością odnotowywałam w głowie, że to dzień wolny i że nie trzeba rzucać się w wir porannych obowiązków. Cieszyłam się ciepłem kołderki, sięgałam po książkę ze stosiku przy łóżku, Warmi przynosił kawę – specjalną, sobotnią, pachnącą kardamonem. Tak oto celebrowaliśmy te poranki w ciepełku, błogości i słodkim lenistwie.

W pewnym momencie, nie mogąc usiedzieć na miejscu, Warmi postanowił zacząć wykorzystywać te poranki bardziej pożytecznie i podpiął się do sąsiadów jeżdżących z rana na basen. Zrobiło się mniej przyjemnie –  zostałam bowiem pozbawiona dotychczasowego rytuału, wspólnego czasu i tej kawy pachnącej. Nie było jednak tragedii – ciągle miałam kołderkę, książkę i chwilę dla siebie.

kawa miracle morning

Jednak pewnego dnia, Warmi wziął udział w jakiejś konferencji, gdzie napatoczył się na niejakiego Fryderyka Karzełka. I wtedy zrobiło się „straszno”… Fryderyk Karzełek bowiem codziennie rano o godzinie 5:55 prowadził, w ramach Klubu 555,  „lajwy” na FB i mój mąż zapałał wolą dołączenia do tego przedsięwzięcia.

Dzień za dniem słuchał ten mój mąż Fryderyka i tym swoim słuchaniem i nowymi pomysłami na siebie zaczął wytrącać mnie z mojej bezpiecznej, cieplutkiej, kołderkowej strefy komfortu. Nie podobało mi się to! Przecież jest dobrze – cieszymy się życiem, spijamy śmietankę, radujemy oczy pociechami, mamy swoje aktywności, bezpieczne plany.  Na co mi jakieś nowe pomysły? Wyzwania?  Praca nad nawykami?  Wczesne wstawanie?  Czy ja ciągle muszę coś robić? Czy ja nie mogę sobie uwić wygodnego gniazdka i po prostu cieszyć się spokojem?

To było latem zeszłego roku. Wdawałam się w dysputy z Warmim o chomiczym kołowrotku, o nieakceptowanym przeze mnie oczekiwaniu świata, że będę nieustannie pędzić do przodu, o ciągłym poczuciu, że coś trzeba, należy. O przesycie i przebodźcowaniu. Naprawdę tak czułam –  po latach gonitwy i aktywności cieszyłam się spokojem i wydawało mi się, że właśnie osiągnęłam stan, do którego dążyłam. Nie chciało mi się znowu ruszać w drogę. Byłam zadowolona ze stanu posiadania – nie miałam poczucia, że potrzebuję więcej. Osiągnęłam satysfakcjonujący mnie poziom duchowości. Zawodowo znajdowałam się w miejscu pożądanym. Rodzinnie gites.

Minione 25 lat w związku nauczyło mnie jednak, że dobrze jest mieć po drodze z partnerem życiowym. Skoro Piotr z takim zapałem mówił o pewnych kwestiach, o nowych inspiracjach i z zapałem robił kolejne kroki, musiałam wykazać choć odrobinę zrozumienia i zainteresowania.

Muszę tu przyznać, że Karzełek w żaden sposób nie spasował się z moją wrażliwością. Ale jak powiadają – nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ponieważ nie potrafiłam go słuchać – bo nie ta chemia i nie moja bajka – zaczęłam szukać w necie o co jemu i temu mojemu Warmiemu w ogóle chodzi. Googlowałam, czytałam i w ten oto sposób natknęłam się na „Fenomen Poranka”, czyli „Miracle Mornig” Hala Elroda.

Kupiłam książkę. Przeczytałam.  Przepadłam.

Fenomen Poranka

To jest jedna z tych pozycji, które wywracają Ci wszystko do góry nogami.

Jedna z tych książek, które kiedy je czytasz, wprawiają w euforię i przynoszą przebudzenie. Pomimo tego, że niosła tezy zupełnie przeciwne do mojego wcześniejszego stanu ducha, zrozumiałam – a może bardziej poczułam – że trafiłam na COŚ prawdziwego, co pomaga uporać się ze wszystkimi wcześniejszymi obiekcjami.

Energia tej książki, intencja z jaką została napisana oraz prawda z niej wynikająca nie dały żadnej innej możliwości jak tylko pójścia za nią.

To są emocje i stan, których doświadczyłam JA.

Każdy na pewno odbiera pewne treści stosownie do swoich doświadczeń czy miejsca w życiu, w którym obecnie się znajduje.

Ja uwielbiam te „niby” zbiegi okoliczności i przypadki. Coraz chętniej je podejmuję, bo widzę  nieopisane korzyści wynikające z mojego na nie się otwierania. Choć, jak widać, czasem  się jeszcze wzbraniam, to jednak wolę zaryzykować i wejść w nowe, niż żałować, że nie skorzystałam z okazji.

książka fenomen poranka

Co mnie tak ujęło w „Miracle Morning”?

Po pierwsze – to, że dzięki tej książce znalazłam swoja własną motywację i uświadomiłam sobie, że to nie dla zewnętrznej oceny i nie z powodu oczekiwania świata chcę iść do przodu. Sama dla siebie tego chcę i sama dla siebie tego potrzebuję. Zrozumiałam, że nie jest to żaden obowiązek i przymus, ale moje własne pragnienie. I że może się to odbywać na moich warunkach. Dostałam więc poczucie sensu i celu. Po drugie – co istotniejsze –  książka daje bardzo konkretne narzędzia skutecznego działania.

To nie jest książka o tym, że kto wcześniej wstanie ten osiągnie większy sukces 😊. Tu tak naprawdę, wbrew pozorom, nie chodzi w ogóle o wczesne wstawanie. Choć, przyznaję, wielu słysząc moje deklaracje o wstawaniu o 4:45 tak może to odbierać.

Narzędzia przedstawione w książce będą skuteczne nawet dla osób wstających w południe (sic!), pod warunkiem, że  zamiast wstać o 12.00, wstaną o 11.00 a wygospodarowany czas wykorzystają na właściwe wejście w dzień.

Cały sukces i sens „Miracle Morning” tkwi bowiem we właściwym rozpoczęciu dnia –  nieważne o której godzinie.

SAVERS

Narzędzia, które „Miracle Morning” proponuje, zawierają się w akronimie SAVERS.

S – Silence – cisza –  medytacja, modlitwa, uspokojenie myśli, zwiększenie samoświadomości.

A – Affirmation – afirmacja – uzbrojenie się w pozytywne myśli, potwierdzenie swoich planów, celu, sposobu dojścia do nich, budowanie pozytywnej energii mającej siłę sprawczą.

V – Visualization – wizualizacja –  w skrócie, polega na wyobrażaniu sobie momentu, w którym nasz cel już został osiągnięty, na doświadczaniu emocji, które temu towarzyszą. Ułatwia nam to skuteczniejszą realizację naszych planów.

Miracle morning savers

E – Exercise – ćwiczenie –  aktywność fizyczna, podniesienie tętna na dobry początek, dobra, poczciwa gimnastyka poranna.

R – Reading – czytanie – najlepiej treści rozwojowych, lub tego na co nie mamy czasu w ciągu dnia.

S – Scrabing – pisanie – prowadzenie dziennika, zapisywanie planu dniu itp.

W przyszłości poświecę oddzielny wpis powyższym praktykom. Najdokładniej znajdziecie je opisane w samej książce „Miracle Morning”.

Ja ze swojej strony mogę jedynie potwierdzić, że spędzając nad każdą z tych czynności jedynie 10 minut –  rozpoczynam dzień pełną godziną poświęconą tylko sobie. W oderwaniu od zabieganego poranka i miliona myśli na sekundę. Mam czas i przestrzeń, żeby się skupić, żeby pozytywnie przygotować się do dnia, żeby przypomnieć co jest dla mnie ważne, co chcę w danym dniu osiągnąć, z czym się zmierzyć, jak do tego podejść. Mam czas na spokojne poczytanie treści mi potrzebnych. Odkryłam też niezwykłe właściwości przelewania myśli na papier – niewiarygodne jak to je porządkuje!

Słuchaj siebie

Nie będę nikogo nakłaniać do sięgnięcia po tę książkę i do spróbowania praktyk SAVERS, bo wiem że żadne namowy ani przekonywania nie trafią do nikogo, kto nie jest swoim życiem w miejscu odpowiednim do przyjęcia takiej zachęty. Jeżeli sam nie poszukuje dla siebie jakiegoś rozwiązania czy inspiracji.  

Dodam jedynie, że w chwili, kiedy to piszę, praktykuję poranne wstawanie już 190. dzień. Od kiedy zaczęłam to robić stałam się niezwykle zdyscyplinowana w kwestii treningów – co było moją zmorą, a przestało! Wstaję rano, choć kiedyś tego nie cierpiałam! Morsuję, choć jestem mega zmarzluchem! Co więcej, pomimo obaw związanych z oceną takiego kroku, zdecydowałam się prowadzić bloga! Znalazłam odwagę, aby postępując w zgodzie ze swoimi wartościami dzielić się nimi z innymi ludźmi, jak również poczuciem sensu takiej decyzji!  Odnalazłam w sobie siłę i motywację do zmiany w obszarze zawodowym i właśnie rozpoczynam nową, ekscytującą pracę! We wszystkim widzę potencjał i szansę –  a nie zagrożenie i problem. Codziennie rano, wchodząc w dzień pełen wyzwań, nabywam pewności siebie i odpowiedniego dystansu. Przygotowuję się tak, jakby każdy kolejny dzień był TYM DNIEM. Nie – byle do piątku, nie  – niech minie i przyjdą wakacje czy inne okoliczności. Każdy dzień jest świadomy, pełny i przeżyty na full.

Może jesteście teraz w miejscu, w którym byłam ja, kiedy Warmi wytrącił mnie z bezpiecznego kokonika.

Może ten wpis zachęci Was do poszukania u źródła i sięgnięcia po książkę. Byłoby super! Bo to mogłaby być fantastyczna przygoda!

Może jednak nie jesteście jeszcze na to gotowi? Dobrze wam tam, gdzie jesteście – i ja świetnie Was rozumiem!

Może nie ten czas, nie ta książka, nie te rozwiązania. Mnie przecież Karzełek też zupełnie nie przekonał – ale zainspirował do szukania innych treści, w innym miejscu i jestem mu za to wdzięczna.

wschód fenomen poranka

Działanie zamiast teorii

Już tak zamykając. Jeśli chcielibyście spróbować przygody z  „Miracle Morning”, ale przerażają Was godziny wstawania, to jeszcze raz powtórzę – tu nie chodzi o rekordy! Ja normalnie wstawałam  o 5.30, ponieważ zaczynam prace o 7.00. Siłą rzeczy musiałam się przestawić na wcześniejsze godziny.

Dla innych osób, z innym rytmem dnia, może to oznaczać bardzo ludzkie godziny pobudki.

Ponadto, w książce Hal podpowiada jak wdrożyć ekspresową wersję SAVERSów – sześciominutową. Też się da! Nie trzeba szukać pełnej godziny – wszystko robimy w wolności i dla siebie.

Znajdziecie w niej też bardzo praktyczne porady jak pomóc sobie ze wstawaniem. Są tam konkretne techniki, które powstrzymają Was przed sięganiem po przycisk drzemki i uchronią przed nieudanymi próbami wyjścia z łóżka.

To nie jest jedna z tych książek, które zostawią was z nową wiedzą od początku skazaną na zaginięcie w gąszczu kolejnych treści.  To książka, w trakcie czytania której energia aż będzie was rozpierać, żeby jak najszybciej przekuć w czyn zdobyte informacje! Do tego od razu wyposaży was w konkretne instrukcje oraz pomoc JAK to zrobić.  

Jeden z moich kolegów, któremu przesłałam zdjęcie książki, zwrócił moją uwagę na jej podtytuł – „Fenomen Poranka. Jak zmienić swoje życie.” Skomentował to –  zdziwiony – mówiąc, że ja, którą zawsze uważał za niezwykle spełnioną i szczęśliwą, nie muszę już chyba nic w życiu zmieniać…

Też tak wcześniej myślałam.

Może, nie zdając sobie z tego sprawy, potrzebowałam wtedy trochę oddechu i odpoczynku?

Zmiana nie musi oznaczać rewolucji i radykalnego zwrotu kierunku. Zmiana może przejawiać się w ciągłym doskonaleniu, ulepszaniu. Jesteśmy w ciągłej podróży, nasze życie to droga – idąc nią nieustannie napotykamy nowe umiejętności do zdobycia, bez negowania dotychczasowych doświadczeń możemy stawać się lepszą wersją samych siebie.  Przypomniałam sobie o tym dzięki tej książce i czerpię ogrom korzyści z tego faktu.

A Wy? Napiszcie proszę  – gdzie jesteście? Czujecie, że dotarliście do celu? Zrobiliście sobie przystanek i zbieracie siły do kolejnego etapu? Czy może pełni energii bawicie się podróżą przez swoje Route 66?

Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Sylwia

    Ja już książkaę mam, Ty byłaś Sylwuś inspiracją. Ale jeszcze czeka.. . Wierzę, że na mnie też przyjdzie czas😉 Kurcze, kiedyś to ja byłam rannym ptaszkiem, a teraz każde 5 minut dłużej jest na wagę złota

    1. SYLWIA

      Sylwester 🙂 mówią, że z wiekiem łatwiej przychodzi wczesne wstawanie. Moja babcia jednak jest przykładem, że może niekoniecznie – chodzi spać z kurami a wstaje po 9.00 😉

  2. Ola

    Od pojawienia się na świecie moich młodszych córek jestem organicznie upośledzona i bez względu na motywację nie jestem w stanie na nowo zacząć wcześnie wstawać, a przecież całe studia i pierwsze lata zawodowe wstanie o 4 czy 5 nie było problemem. Ciekawa jestem tych technik i rad, na pewno przeczytam. A co do tego miejsca – nie potrafię już myśleć o swoim życiu jak o etapach z wahadlowymi drzwiami jak w saloonie 😉 kiedyś tak było i zamiast być tu i teraz obmyślam już kolejne etapy. Staram się (prze) trwać, jak główny bohater Interstellara – w każdym z etapów jednocześnie 😉 dzięki Sylwia za inspirację! Książkę już zamawiam

    1. SYLWIA

      Uwielbiam Interstellara – i ostatnio po lekturze tej innej (kontrowersyjnej) książki, o której wiesz 😉 zastanawiam się czy właśnie tak nie wygląda naprawdę nasze życie – w równoległych czasach… mój mózg jednak odmawia posłuszeństwa przy rozkminach na ten temat 😉

Dodaj komentarz

logo białe

POLITYKA PRYWATNOŚCI